14 września 2008

WIELKIE CYCUSZKOBRANIE

Czyli pożegnalna biba w jadło. Zapodaliśmy zupełnie nową selekcję, głównie fidgety, oldskulowy house, pianostaby, Metalika i Prodigy (przy remiksie Liama B. i El Barto publika skakała jak żabki). Gdzieś około 4 mniej więcej połowa parkietu tańczyła bez koszulek (łącznie z nami). Macanki, całowanki, kajdany i pupy.












Za porno zdjęcia dziękujemy ślicznie Jagodzie Gawliczek.

13 września 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY - LABEL SHOWCASE I

W dobie beatportu, torrenta i cedeków wiele osób wątpi w tradycyjną instytucję labela - wytwórni, która trzyma w ryzach artystów, promuje ich i trzyma zwarty stylistycznie katalog z którego fani mogą kupować w ciemno. Na przekór wszystkiemu jednak, labele wciąż mają silną pozycję - zarówno wśród dj-ów jak i słuchaczy. Żeby nie być gołosłownym, moją apologię małych wytwórni ilustruję przeglądem tych, które mnie szczególnie ujęły i, mam nadzieję, ujmować będą. I już nikt nie powie za Bursą, że ma w dupie małe wytwórnie!

Zaczynam od Audiomatique, założonej przez Steve'a Buga. Katalog ma mały, ale wysmakowany: wydają tu naprawdę cenieni producenci, m.in. Trentemoller, Robert Babicz czy Martinez. Muzycznym kluczem do Audiomatique jest dosyć bezkompromisowa mieszanka tech-house'u i techno, o często metalicznym, głębokim i "zautomatyzowanym" brzmieniu. Jako przedsmak tego brzmienia proponuję elegancki i powściągliwy utwór Eyerera i Hinza - "Shanghai Style", napędzający jak lokomotywa, motoryczny "Kansas City Shuffle" Martineza , techniczny i elektrowy remiks Trentemollera utworu "Coincidance" Mathiasa Shaffhausera, oraz głęboki, kołyszący i nastrojowy "Spiral Boogie" Roberta Babicza.

Cecille, macierzysta wytwórnia SIS, Markusa Fixa i Andomatu 3000, to młody label Nicka Curly i Marca Scholl. Choć mają na koncie tylko kilka winyli, nie wydali nigdy niczego poniżej poziomu regularnej doskonałości. Prezentują eksperymentalny tech-house, często zainfekowany world-music, żywymi instrumentami, jazzem, muzyką afrykańską oraz tradycyjnym techno - a wszystko to pod jednym dachem w Mannheim. Na próbkę prezentuję Andomat 3000, który czerpie garściami z funku, jazzu i etno, tutaj w hipnotyzującym "Vertical Smile" o rewelacyjnie poprowadzonej linii melodycznej; dalej Grek Lemos ze bardziej stonowanym, matowym "Who Do You Believe In"; Sercan w pełnym dziwnych sampli, odrobinę niepokojącym "Claro Claro", oraz rewelacyjny SIS, z opartym o damskie wokalizy, deep-house'owym hymnem "Orgsa".

Get Physical Music to chyba najbardziej znana i komercyjna wytwórnia jaką dziś prezentuję. Statek-matka Booka Shade i M.A.N.D.Y., w katalogu ma też Fuckpony, Noze, Junior Boys, Lopazz, czy Samima. Jej siłą jest jednak różnorodność - mieszają się tu melodyjny house, IDM, minimal, czy też bardziej awangardowe nagrania. Obok weteranów i gwiazd są też bezkompromisowi undergroundowi producenci. W moim zestawieniu, mimo że to tylko cztery utwory, i tak obskoczymy kilka stylów: "Amon" Jony to mocne techno, z motoryką i siłą podobną do starego Detroit, ale z europejskimi smaczkami, "No Kinda Man" Junior Boys potraktowany przez Chloe to głęboka i basowa wycieczka w głąb siebie, "Little Bug" Noze z kolei łączy w sobie kabaret, muzykę cygańską, wschodnio-europejską swadę (pijacką też) i minimal!, "Midnight Monkeys" Tiger Stripes zaś to typowy przykład tech-house'owego parkietowego wymiatacza, jakimi Get Physical wyrobił sobie markę.

Opossum to najbardziej minimalna, wyspecjalizowana i najcięższa wytwórnia z dzisiejszego wyboru. Wydają tylko na winylu, tylko single i tylko w jednym stylu - pompującym, przebasowanym, kręcącym tyłkiem minimalem. Moritz Piske, Broombeck i Format: B to największe gwiazdy, ale w tym wąskim środowisku mocnych, wyrównanych produkcji ten termin przestaje mieć sens. Duży dystans do siebie, widoczny w grafice, tytułach i podejściu pokazuje, że można dziś jeszcze robić muzykę bez oglądania się na świat komercji, w przyjacielskim gronie i z bezpretensjonalnym jajem. "Rabbit Hunt" Format: B to typowy minimalny dewastator parkietowych tyłków z tej stajni, "Scatfunk" Moritza Piske to zabawny flirt minimalu ze scatem (kto pamięta Scatman Johna?), "Slipless in Seattle", też Moritza, ale w remiksie Matta Stara kontynuje zabawy z wokalizami (i tytułami...), ale w jeszcze bardziej technicznym stylu, zaś "Toshimi" Pablo Reza (też wokalny, ale jak!) dalej eksploruje znak markowy Opossum - bogatą, choć bardzo parkietową rytmikę i inteligentną produkcję.

Czekajcie na kolejne części Label Showcase!

Broda

11 września 2008

ROCKIN@JADŁO



Po prawie dwumiesięcznej przerwie wakacyjnej i naszej niebytności w Jadle wracamy do ukochanej starej budy. Jak zwykle świeża selekta, pokrzykiwania, wymachiwanie rękoma i wódka. Fidgety, bassy, bmore'y, pianostabersony, Metallica. Let's kill'em all.

10 września 2008

STRZAŁY ZNIKĄD 10/9/2008 PIASEK W WALIZCE



Lake - Oh, The Places
Findlay Brown - Promised Land (Joe Smith cover)
Jeremy Jay - Can We Disappear?
Grizzly Bear - While You Wait For The Others
The Walkmen - Donde Esta la Playa
Jonathan Wilson - La Isla Bonita (kawior Madonny)
Caetano Veloso - Nine Out Of Ten
Devendra Banhart - Seahorse
The Stranglers - Golden Brown
Gary Higgins - Looking For June
Chad VanGaalen - City Of Electric Lights
Destroyer - Painter In Your Pocket
The Walkmen - If Only It Were True

wysyp piasek z walizki

pa
Piotr

[Słuchaj Strzałów w środy od 22:00 w Radiu Kampus 97.1FM]

9 września 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY

Witajcie w ambulatorium krokodylki!
AS

Powakacyjny odcinek naszych plastikowych przygód będzie przebiegać pod znakiem Circus Company i muzyki pozostającej w klimatach tej wytwórni. Jest w tym odrobina prawdy - jesień się zbliża, dziać się będą rzeczy coraz dziwniejsze i cyrkowniejsze...


Żeby miękko wylądować po wakacyjnych szaleństwach z pewnością dobrze zrobi nam odrobina gospel, zwłaszcza jeśli czarna rytmika odnajduje się w bardziej współczesnych środkach wyrazu. Po latach spędzonych u sterów szacownej Circus Company, Sety wydał swoją pierwszą płytę, która od razu zaskarbiła sobie wielu fanów, szczególnie za sprawą świetnego remiksu z Kanady: Mogane (Guillaume & The Coutu Dumonts Remix). Rewelacyjna, miękka produkcja, świetnie rozłożone sample, niebanalna rytmika potwierdzają, że house nigdy nie zginie przy tak zdolnych producentach. Na oddzielne słowa pochwały zasługuje też oryginalna okładka...


Kolejna propozycja, "Crazy Place" Dave'a Aju, to fuzja eksperymentu z najlepszymi szlifami klubowymi jakie nadaje utworom w remiksach Luciano. Dave wyprodukował ten utwór mając za jedyny instrument swoje własne usta (tytułowe crazy place?). Idea nie nowa, był już przecież Matthew Herbert (choćby "Bodily Functions"), ale za to wykonanie intrygujące. Remiks Luciano - "Crazy Place (Luciano Remix)" pozwala nam długo cieszyć się subtelną piramidą oryginalnych dźwięków Dave'a i wyczekuje dopiero do szóstej minuty z pierwszym elektronicznym akcentem. Jego intruzja jednak rozpędza utwór i nadaje mu świetnego impetu, który punktuje niewymuszone, za to bardzo melodyjne solo na syntezatorze. Poświęciwszy temu utworowi więcej uwagi naprawdę trudno go nie docenić. Polecam.


Pozostając w klimacie Circus Company, ale przenosząc się do Detroit, proponuję posłuchać zwieńczenia nowej płyty Kenny'ego Larkina - "Keys, Strings, Tambourines" wydanej dla Planet E Carla Craiga. Larkin to weteran sceny techno, zaczynał w 1990 u boku takich tuzów jak Juan Atkins czy Derrick May. W jego muzyce słuchać różne wpływy: jazz, house oraz techno. Czuć też, że Larkin nie jest powielaczem pomysłów, ale kreatywnym muzkiem, który ciągle na nowo definiuje brzmienie czarnej muzyki z Detroit, którą wielu dziś zbyt łatwo wkłada do worka z "vintage techno". W "Cirque De Soul"mamy plejadę pięknej muzyki: od dubowego techno po jazz. Najlepsze jest jednak to, że tego kawałka po prostu świetnie się słucha, bez potrzeby muzykologicznego komentarza. Muzyka instant, choć przyjemność trwa dłużej niż pięć minut. Spróbujcie sami.


Na koniec pokonamy klasyczną w techno trasę Detroit-Niemcy i wylądujemy w Dusseldorfie i Berlinie, gdzie można spotkać Loco Dice - autora albumu "7 Dunham Place". Ten kawałek to zdecydowanie najbardziej mainstreamowa strawa na dziś, choć nie pozbawiona eksperymentalnego rysu. Surowy bit, trochę szumów i dobra gadka alfonsa z Brooklynu złożą się w parkietowy wymiatacz? Tak, pod palcami Loco Dice! Dekadencki klimat, dużo erotyki i efekt murowany. Loco Dice - Pimp Jackson Is Talkin' Now to trochę utwór zagadka, taki Frankenstein nowoczesnego techno, "dj tool" dla odważnego didżeja. Pokazuje jednak, że można coś ciekawego wykrzesać właściwie... z niczego. Żeby dało się tak robić cannelloni...

Broda