Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deep-house. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deep-house. Pokaż wszystkie posty

6 czerwca 2012

STRZAŁY ZNIKĄD 6/6/2012


Od 2:00 do 4:00 w Tr▲jcy

Notorious B.I.G. - Going Back to Cali (Viceroy "Jet Life" Remix)
Theophilus London ft. Devonte Hynes - Century Girl
Canyons - When I See You Again (Duke Dumont Rain On Kilimanjaro Mix)
Kindness - House
Tristesse Contemporaine - Daytime Nighttime
Massimiliano Pagliara - Sometimes At Night
Adana Twins - Strange
Nhan Solo - I Wanna Be High
Viadrina - Jeannie
Viadrina - Spellbound
Laid Back - Bakerman (Soul Clap Remix)
Justin Martin - Don't Go
Jessie Ware - What You Won't Do For Love (oryg. Bobby Caldwell)
CocoRosie - We Are On Fire
CocoRosie ft. Antony Hegarty - Tearz for Animals
Summer Camp - Losing My Mind (Dawn Golden & Rosy Cross Remix)
Deradoorian - Supreme Absolute
Oneohtrix Point Never - I Only Have Eyes For You
Kids & Explosions - There Is A Burning Ball Of Fire In Outer Space

dałn estetyczny

^^ ! /< @




9 maja 2012

STRZAŁY ZNIKĄD 9/5/2012


Od 2:00 do 4:00 w Tr▲jcy

Al Bowlly - Guilty
The Flamingos & The Complexions -  - I Only Have Eyes For You
The Fugees - Zealots
Nas ft. Lauryn Hill - If I Ruled The World (Imagine That)
Puente & Rosch - This Feeling
Steely Dan - Peg
De La Soul - Eye Know
Lee Stevens & The Beautiful People - Ridin' High
Jonas Rathsman - Tobago
Monitor 66 - Triscuits
Modeselektor ft. Miss Platnum - Berlin
Major Lazer ft. Amber of Dirty Projectors - Get Free
Deradoorian - Trying Your Luck (oryg. The Strokes)
Deradoorian - You Carry The Deed
Daughn Gibson - Tiffany Lou
Okkervil River - It Is So Nice To Get Stoned (oryg. Ted Lucas)
Ryan Power - I Don't Want to Die
Sean Nicholas Savage - She Was The One
Sean Nicholas Savage - You Changed Me
Julian Lynch - Terra
Julian Lynch - Temple Dance
Willis Earl Beal - Nepenenoyka
Willis Earl Beal - Monotony
Beck - Everybody's Gotta Learn Sometimes

dałn estetyczny
dałn bezpośredni


^^ ! /< @

27 marca 2012

STRZAŁY ZNIKĄD 28/3/2012


Od 2:00 do 4:00 w Tr▲jcy

Portishead vs Massive Attack - Teardrop on Roads (Mashed by Jaya Prime)
Olive - You're Not Alone (Kill Light '09 Remix)
Underworld - Born Slippy (NUXX)
Underworld - Two Months Off
11:11 - Tourist Trap (Jamie Jones 'Miss X' Remix)
Azari & III - Reckless With Your Love (Tiga's 'What Iz Houze Muzik' Remix)
Le Le - Breakfast
Thunderheist - Jerk It (Nacho Lovers' 'jerk yr body' Remix)
Zebra Katz ft. Njena Reddd Foxxx - Ima Read
Joy O - Sicko Cell
Nina Kraviz - Aus ft. King Aus On The Mic
Nina Kraviz - Ghetto Kraviz
Missy Elliot - Work It (Nicolas Jaar Rework)
Nicolas Jaar - With Just Once Glance You
The Weeknd - Outside
Nina Kraviz - Walking In The Night ft. Hard Ton
Nina Kraviz - Fire
Symmetry - The Nightshift
Julia Holter - Boy In the Moon
Vangelis - Rachel's Song
Vangelis/Don Percival - One More Kiss, Dear

dałn estetyczny

^^ ! /< @




11 stycznia 2012

SYLWIA ZAREMBSKA MIX FOR WHOP WHOP


Nowy miks Sylwii dla Whop Whop. Niech bawi i cieszy.




Tracklist:
01. Hess Is More - Yes Boss
02. Alpines And Maya Jane Coles - Why (Carly Simon Cover)
03. Four Walls - Hello Underground
04. Behling And Simpson - Left Behind
05. Storm Queen - It Goes On
06. Tim Green - Cherry
07. Soulphiction - Underground Railroad
08. Paul Weller - Starlite (Deadboy Remix)
09. Christophe - The Force (Julio Bashmore Piano Mix)
10. DJ T. - City Life Feat. Cari Golden (Maceo Plex Remix)
11. Christophe & Lukas - Reel Love
12. Homework - I'm Into This (Andre Crom, Martin Dawson Remix)
13. Deepgroove & Thieve - Kings Queens
14. Crystal Fighters - Plage (Dauwd remix)
15. Ossie - That's Mine
16. Julio Bashmore - Ensnare
17. Tyson - After You're Gone (Joe Goddard Remix)
18. Riva Starr - Black Mama
19. Viadrina - Lullaby
20. Floating Point - ARP3
21. Penny & The Quarters - You And Me

2 lipca 2009

MOODY - BRODA MINI MIX ODSŁONA III



wszystkim, którzy nie mogą spać po nocach przewracając się w przepoconym łóżku
parapetowym obserwatorom burz
nocnym markom
lubiącym kolory: niebieski, ciemny róż i bordo
nastrojowy mini-mix z deepowym feelingiem

tracklista:

01 Modeselektor feat. Puppetmastaz - The Dark Side of the Sun (2000 And One Remix)
02 Minilogue, Decoy & IMPS - Almost Live But Definetly Plugged (Move D Remix)
03 Dirt Crew - Rough Roads
04 La Pena - Kenya
05 Ben Watt - Guinea Pig (M.A.N.D.Y. & Smallboys Musical Variation)
06 Solomun - Jungle River Cruise (Will Saul & Tam Cooper Remix)
07 Yakine - Be Not Televised
08 Funkwerkstatt - Windrose 2 (Rundfunk 3000 Remix)
09 Marcin Czubala - Jedwab
10 Matt Star - Keep On Groovin (Mark Henning Remix)

Moody

pozdroszejset
broda

2 kwietnia 2009

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY

Po krótkiej przerwie wraca kuchnia, a wraz z nią świeży winyl do wąchania. Dziś na warsztat biorę cztery kawałki raczej młodszych (poza pierwszym) artystów. Kultywować więc będziemy wiosnę. Radośnie.

Herb LF, jedyny w dzisiejszym zestawieniu wyjadacz, aktywny jest od 1997. Thirtyfive pochodzi ze świetnej EP-ki prezentującej dokonania zacnej wytwórni Circus Company. Herbuś trochę funkuje, choć jego bity mają raczej metaliczny posmak. Utwór prowadzi jednak nawiązujący do klasyki deep-house syntezator, oraz świetnie rozłożone sample. Thirtyfive nie spieszy się, konsekwentnie rozwija w swoją stronę - obraca się do słońca i lekko kiwa głową czekając na lato...

George G and Livio & Roby narobili ostrego zamieszania wydając trzy EP-ki z rzędu dla rewelacyjnej Cecille, a wcześniej dla Fumakilla. Moim zdaniem to objawienie sezonu, mimo pewnej wtórności wobec Guillaume'a, który wyznaczył kanon tego stylu. Jakiego, pytacie? Nowoczesnego house'u, który zmienia się od spodu, a nie tylko żongluje wokalizami. G&L&R zbudowali w Gorilla ładną siatkę rytmiczną w której jest miejsce na samplowaną, żywą oraz syntetyczną perkusję. Kiedy do tego dołożymy klasyczny, house'owy beat, flecik i ładnie punktujące liźnięcia na klawiszach robi się naprawdę ciekawie. Podobnie jak w poprzednim kawałku plumka sobie gdzieś w tle przyjemny, okrąglutki bas o funkującym zacięciu. Im jednak dalej w las, tym bardziej czuć, że coś tu jest nie tak, bo o ile się nie znudzimy, zaczyna się budzić w nas tytułowa małpka i można łatwo skończyć w dzikich podskokach, odstawiając niezłą żenę przed rodziną/partnerem/znajomymi. Uwaga! Gorilla wciąga i przyjemnie ogłupia, bardzo lekko i letnio.

Vega Marka Hemanna nadal pozostawia nas w zakreślonych wcześniej ramach - pomiędzy deep a tribal house. Tym jednak razem potężny rytm popycha nas w bardziej melancholijne rejony. Ciężkie segmenty pełne tłustego beatu zaokrąglone są na rogach subtelnymi samplami z gitarą i dalekimi echami wokaliz. Utwór ten ma ciekawe spektrum emocji - pokazuje że ten rodzaj muzyki może być bardzo pojemny. Vega chce, by tańczyć do niej z zamkniętymi oczami, z rozmarzeniem i pogodną nostalgią. Coś ulotnie pięknego nawiedza w paru miejscach ten kawałek niczym duch.

Dzisiejsze zestawienie kończymy kompozycją Sassicaia Michela Cleis & Salvatore Freda. Tak jak w Gorilla mamy tu mocny beat w otoczeniu akustycznych perkusjonaliów. Podobnie jak u Herb LF i Marka pojawia się tu przewodni, syntetyczny motyw, który wije się przez cały utwór, dodając mu głębi i nutki melancholii. Całość jednak toczy się bezlitośnie do przodu, pędząc na gęstej siatce rytmu tak, że smugi melodii zaczynają przywodzić na myśl fluorescencyjne koła zataczane przez kołyszące się biodra. Cadenza ponownie udowadnia, że ma jasno określoną koncepcję na nowoczesne techno. Jaką? Przyjrzyjcie się okładce!

Broda

20 listopada 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY

W życiu każdego człowieka pojawia się czasem potrzeba epiki. Chce się wtedy więcej, bardziej, mocniej i na większą skalę. Podobnie w muzyce - a to skusi nas czasem symfonia, tudzież opera. Nie inaczej w elektronice. Choć epoka Klausa Schulze, czy też monumentalych, konceptualnych utworów art-rockowych przeszła już trochę do lamusa, a transowe jazdy nie mają dziś tylu fanów, wciąż niezaprzeczalną przyjemnością jest oddanie się parunastominutowym odlotom, czy to w domowym zaciszu przy słuchawkach, czy też w halopodobnym klubie. Tak więc dzisiejsza edycja kuchni poświęcona będzie takim (nie krótszym niż 11 minut) kawałkom, które nie chcą, żeby je szybko miksować i które wciągają do swojego świata, proponując długą podróż w głąb muzyki.

Żeby delikatnie wejść w temat, proponuję jedną stronę nowej, świetnej epki Spencera Parkera "The Dreamer" - utwór "The Improvised Minotaur". Ten jazzujący w swoim pianinku kawałek ma bardzo wciągający charakter. Wszyscy fani Keitha Jarretta będą dobrze wiedzieć o co chodzi - lewa ręka wygrywa hipnotyczny pasaż, prawa improwizuje w tonacji. Do tego mruczący pianista i elegancka perkusja, co razem tworzy dosyć odlotowy efekt - ciężko jest wydostać się z spod jarzma tej motoryki, choć nie boli to w głowę jak Detroit.

Martinez, weteran w dziedzinie mocnego, hipnotycznego grania, na płycie "Momomowha" prezentuje w tytułowym kawałku wariację na temat prostego sampla wokalnego, który wije się przez większość utworu i nadaje mu bardzo afrykańskiego, rytualnego posmaku. Czyżby tribal house wracał? W takim wydaniu nabiera z pewnością dużego uroku. Tańce przy ognisku i swoisty szamanizm świetnie łączą się tu z lekko kwaśnymi akcentami. W ten sposób wracamy do czarnych korzeni tej muzyki, choć szaleństwo i rozmach Martineza są z pewnością w tym utworze bliskie przekroczenia granicy wytrzymałości. Twardzi technomaniacy pieją jednak z zachwytu.

Italoboyz nie przestają eksperymentować. Ich ostatnich kilka wydawnictw to radykalne próby zredefiniowania granic techno w kontekście jazzu, muzyki konkretnej i klasycznego amerykańskiego minimalizmu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W "Portucais" Italoboyz bawią się, na modłę Steve'a Reicha, ludzkim głosem. Fragment rozmowy jest tu pocięty na zasadzie kolażu taśmowego, a w tle rozwija się oddzielna historia melodyczna. Techno przeplata się z eksperymentem. Trudno powiedzieć czy taka muyzka trafi na parkiety, ale co bardziej kreatywni dje już umieszczają ten utwór na swoich set listach...

W ramach odpoczynku po tych ekscesach proponuję Guillaume & The Coutu Dumonts w utworze "Les Gans", zremiksowanym tu przez Audio Werner. Wprowadza on nutę chilloutu: snujący się saksofon i niespieszne tempo nie zmuszają do niczego, ciągną się gdzieś w nieznanym kierunku, pozwalając nam swobodnie dryfować i marzyć. To muzyka tła, zapodana z wielką gracją, wyczuciem i ładnie okraszona lekko hawajską perkusją.

Pozdrawiam!

Broda

9 listopada 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY

Za oknem szarość, wiatr, ciemno i źle. Sytuacja robi się coraz bardziej dramatyczna, dlatego śpieszę z odtrutką w postaci zastrzyku muzyki, która postawi was na nogi, a może i nawet zmusi do mimowolnych pląsów.

Są pewne stare i niezawodne sposoby - herbata z miodem, bańki no i oczywiście disco. Mimo że jego wielka era już minęła, a sama muzyka odeszła w dużej mierze do lamusa, wciąż powstają raz na jakiś czas kawałki, które nawiązują do tego stylu i wpuszczają do niego trochę świeżego powietrza - tak właśnie jest w przypadku "Back to Disco" Nicka Solid, który zrobił bezpretensjonalny kawałek na motywach chicago house i kosmicznego disco, okraszone wkręcającym MC, którego partie zostały rewelacyjnie pocięte - znać w tym mistrzowską rękę i wyczucie gatunku. Polecam!

Kanadyjczyk ukrywający się pod pseudonimem Guillaume & The Coutu Dumonts regularnie nawiedza moje wpisy, ale cóż się dziwić - moim zdaniem to historia dzieje się na naszych oczach. Przy jego płodności i równej formie z pewnością zajdzie daleko. "I Was On My Way To Hell", mimo tytułu przyprawiającego o ciarki to kawał rewelacyjnego blues-house'u. Ciekawy, organiczny podkład (mieszanka żywej i automatycznej perkusji) i świetny motyw przewodni same w sobie pociągnęły by ten kawałek. Ale jest jeszcze wokal... świetnie dobrany blues, który doskonale współgra z muzyką i sprawia, że tego 9-minutowego epickiego numeru słucha się wyśmienicie, prawie tak jak "Sinnerman" Niny Simone. Na okrasę - jedna z ciekawszych okładek ostatnich tygodni. Palce lizać!

Jak już zapomnimy o listopadowej aurze, to możemy przenieść się wprost z powrotem w środek lata - "El Verano" jak powiedziałby hiszpan Alex Under. Jego muzyka to rasowy tech-house/minimal, z opętańczą motoryką (Trapez!) i jak zawsze zaskakującą melodyką. Przejście ok. 4:30 nie pozostawia zawodu; wszystkie dotychczas rozproszone, chaotyczne elementy splatają się nagle w całość i rusza do przodu funkująca maszyna z organkami, wokalnym samplem i pędzącymi przeszkadzajkami. Sprytna konstrukcja i pogodny nastrój sprawiają, że utwór nie jest po prostu kolejnym takim samym tech-gniotem, ale samodzielną propozycją muzyczną, która potrafi nie tylko bujać na parkiecie, ale też i w tramwaju czy w fotelu.

Dinky wydała właśnie długo oczekiwany album i chwała jej za to. Chilijska producentka ma już na koncie dużo wydawnictw, więc przemyślany i dojrzały album był naturalnym krokiem naprzód. Dinky zaskakuje gęstością i rozmachem swoich produkcji, jak w tytułowym "May Be Later" który, jak Coutu Dumonts, zgrabnie łączy tradycje akustyczną i syntetyczną. Snujące się wokalizy i pocięte fragmenty piosenek wprowadzają luzacką atmosferę - całość brzmi jak toczący się po bocznym torze, roztańczony pociąg w środku leniwego lata. Tylko, że gdzieś w szóstej minucie odrywa się od powierzchni ziemi i zaczyna lecieć na księżyc, w rytmie deep-house/cosmic-grooves... w końcu pozostawiając po sobie tylko ślad na niebie i kosmiczne odgłosy. Całkiem odlotowo.

Życzę wam wielu takich udanych odlotów w smutnym listopadzie.

12 października 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY

Po serii prezentacji wytwórni wracam do formuły prezentacji konkretnych płyt i perełek, które na nich można znaleźć. Dziś będzie zdecydowanie różnorodnie, więc odtrutka na nudę gwarantowana.

Zaczynamy od Ryana Crossona i jego nowej EP-ki dla Wagon Repair (słynącej nie tylko ze swoich okładek). Ryan jest z samego Detroit i mówi to już trochę o jego muzyce. Po wydawnictwach dla M_nus czy Trapez raczej określił się jednoznacznie w minimalnym nurcie, choć, jak słychać to na tej płycie, nie unika obcych wpływów i nie jest purystą jakich w stolicy techno nie brakuje. Tytułowa "Confiteria Del Molino" zaczyna się od nawarstwiających się, modulowanych wokali, mocnego basu i elektrostatycznych drobiazgów w tle. Po trzech minutach jednak pojawia się zaskakujący temat na trąbkę, który fantastycznie buduje napięcie i nadaje przyjemnego pędu całemu utworowi. Już rozpędzony, okazuje się on być prawdziwą torpedą, choć - jak silniki typu diesel - nie osiąga zawrotnej prędkości, ale dysponuje naprawdę dużą mocą. W naszym przypadku - wielu tancerzy mechanicznych.

"Casamance" to, dosłownie, płyta jednego utworu. Pierwotnie white label, okazała się być prawdziwym strzałem w dziesiątkę i popisowym hitem Lauhaus - miłego Holendra, połówki duetu Polder. Utwór ten prezentuje to, co w gatunku tech-house najlepsze. Repetycyjność i elegancka dramaturgia rzeczywiście potrafią zakręcić w głowie, ale wszelkie kanty mechaniczne łagodzą świetnie dobrane sample - gitara wchodząca w słodką interakcję z pianinkiem, czy też w dalszej części utworu - głos (prosty i skuteczny!) oraz zupełnie niespodziewane, długie solo na kwaśnym Rolandzie, które wije się gdzieś niepostrzeżenie w tle i wwierca przyjemnie do głowy. W swoim gatunku absolutne mistrzostwo i już od jakiegoś czasu parkietowy wymiatacz.

Kreon & Lemos to zacny duet z Grecji, która ostatnio jest elektronicznie-klubowo bardzo płodna. "Lyly's Here" w remiksie Anthony'ego Collinsa (z francuskiej Freak n Chic) to druga strona płyty z remiksami "Lookooshere". To chyba najbardziej emocjonalny i dojrzały utwór dzisiejszego wyboru. Bałkańska perkusja podszyta mocnym bitem to znak rozpoznawczy i największa siła Collinsa, ale muzycznie wiele pozostaje z oryginału - smutne, ale piękne pasaże syntezatorowe, rytmiczne akordy na fortepianie i ujmujący klarnet, który prowadzi nas za rękę po drugiej połowie utworu, pełnej przestrzeni i wszelakich dubowych smaczków. Jeśli ktoś oskarża muzykę klubową o bezduszność, lub twierdzi, że brakuje tam autentyzmu muzycznego, niech posłucha tego utworu, bo jest dobry zarówno do tańca nóg jak i umysłu.

Schodząc nieco na ziemię, proponuję posłuchać obiecującego debiutu Chrisa Gowlanda, aka GOW. Debiut to dosyć mocny, bo dla respektowanego Trapezu. EP-ka "Jiffy Hornswoggle" nie tylko z tytułu jest nietypowa. Oba kawałki są silnie stechnicyzowane, mocno osadzone w trapezowej stylistyce, ale wyróżniają się oryginalnością materiałów źródłowych. W "Nipperkin Noodle" mamy całą plejadę niespotykanych dźwięków o nieodgadnionej proweniencji: ciągle coś świszczy, zawodzi, bzyczy i trzeszczy - takiej plejady niesztampowych przeszkadzajek dawno nie słyszałem! Całość trzyma się na dodatek świetnie razem i tworzy rozedrganą tkankę, która zaczyna po jakimś czasie żyć swoim własnym elektryczno-owadzim życiem. Doskonała produkcja, niepowielanie klisz i przymrużenie oka to znowu atuty Trapeza i, mam nadzieję, przyszłych utworów Chrisa. Polecam zwłaszcza na słuchawkach.

Pozdrawiam

Broda

5 października 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY - LABEL SHOWCASE IV

To ostatnia odsłona cyklu label showcase - co dobre musi się kończyć. Dlatego mam dla was dzisiaj trochę fajerwerków na zwieńczenie tego skromnego serialu.

Zaczynamy od Boxer Recordings z Kolonii - to renomowana wytwórnia, której szeregi zasilają takie tuzy jak Frank Martiniq, Delon & Delcan czy Dusty Kid. Jej brzmienie jest zazwyczaj przebojowe i dorobiło się określenia electro-techno. Nie przebierając w środkach, artyści z Boxer Rec. biją na głowę (też za sprawą prekursorstwa) wszelkie wykwity post-nu-rave'owe i neo-electro. Proste środki i solidna produkcja i precyzja uderzenia godna Muhammada Alego to znaki rozpoznawcze obozu bokserów. Posłuchajcie choćby gitarowo-syntezatorowego "Manhattan" The Shock, jazgoczącego i zaczepnego "Boost" Franka Martinique, czy przebojowego, electrowego "Drug Queen" Duoteque. Bardziej techniczne i stonowane oblicze Boxera (jest takie...) reprezentuje Zentex, tu z utworem "Kayra" w remiksie Alexa Under.

Italo Business to włoski net-label (choć wypuszcza też winyle), który wydaje techno o niewielkiej puli cech wspólnych z italo-disco, ale dla niektórych równie drażniące lub nęcące. Ocierające się o tandetę i prymitywizm techno z Italo Business, z durnymi melodiami, kwasami a la Crookers, lub fidgetowymi akcentami broni jednak niesamowita moc rażenia i siła przebicia. Przy pędzącym "Clacson" Dama, wykręconym "Tribute to Sconvoltz" czy bardziej house'owym "Double Interference" nie sposób usiedzieć. Na odtrutkę proponuję bardziej deepowy, stonowany "Deeply" Cardo.

Trenton to najbardziej melodyczny label z dzisiejszego zestawienia. Stawia na mocno techniczny podkład, ale pojawiają się różne dźwięki, które układają się w pulsujące tkanki melodii, jak choćby w przypadku "Lunar Jazzphysics" Theodora Zox, czy w bardzo tanecznym i wibrującym "Macho Lato" - jednej z najlepszych polskich produkcji ostatnich lat, nad którą oprócz naszych rodaków z 3 Channels pracowali Reynold (szef Trentona) i Jeff Samuel (który to wszystko zremiksował pod zabawnym tytułem "Jeff Samuel Will Work For Sex Remix"). Trenton jest też godny polecenia fanom klimatów deep - "Deeds" autorstwa Tilla von Sein (w remiksie Johna Tejady) jak i "Poison In My Mind" Reynolda to bardzo solidne kawałki w tym gatunku.

Na pożegnanie zostawiłem jedną z najciekawszych i najlepszych wytwórni ostatnich lat - Trapez, który jest sublabelem Traum Schallplatten. Pojemny katalog, świetna selekcja i wysoki poziom kolejnych wydawnictw sprawia, że Trapez jest jednym z tych labeli, które przynajmniej do niedawna kupowało się w ciemno. Oryginalnie utwory spod tego szyldu pomyślane były jako dj tools, więc mamy tu do czynienia z nieobrobionymi perełkami, które wymagają dobrego dja potrafiącego wydobyć ich blask. Na pewno takim utworem jest "Ssswing" Łukasza Seligi aka SLG. Wizytówką Trapez są jednak długie, pędzące w noc lokomotywy, jak np. "Tin Soldier" duetu Red Robin & Jakob Hilden, czy "Share Your Body" Rolanda M Dill. Dla tych, którzy narzekają, że to mało subtelne i skromne muzycznie, polecam utwór "Interafrica" Mihalisa Safrasa, który swoim pięknym przestrzennym klimatem, delikatnie wplecionymi żywymi instrumentami i uwodzącą motoryką będzie, mam nadzieję, ładnym sposobem na pożegnanie się z serią label showcase. Mam nadzieję, że momenty były.

Broda

24 września 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY - LABEL SHOWCASE III

Aloha, dziś będzie prawdziwe techno. Koniec pierdolenia.

Na początek M_nus, wytwórnia-legenda, założona przez samego Plastikmana - Richiego Hawtina. M_nus nie przebiera w środkach i wydaje tylko mocny, ciężki, monochromatyczny minimal i techno. Grono artystów skupionych wokół tej wytwórni tworzy zgrany zespół i muzyczną rodzinę. Nic więc dziwnego, że M_nus często bywa oskarżany o elitaryzm i zadzieranie nosa. Nikt jednak nie zaprzecza, że po dziesięciu latach label ten wciąż szokuje bezkompromisowością podejścia i poszerza granice muzyki tanecznej. Do posłuchania na próbę daję wam kawałek z nowej płyty Heartthrob (o pięknym tytule "Dear Painter, Paint Me") - "Futures Past", klasyczny utwór Plastikmana - "Panikattack" w remiksie Guido Schneidera, ciężki i duszny "Off Print" Gaisera, oraz nakręcony jak spirala "GRVL" Troya Pierce'a.

Highgrade, label Toma Clarka, nie wybiega tak daleko w awangardę jak M_nus, ale eksploruje tereny bardziej melodyczne, pozostając jednak w rejonie niezwykle hipnotycznej muzyki o widocznym zacięciu do dziwnych, elektronicznych dźwięków i barokowych, ornamentalnych kompozycji. W utworach spod znaku Highgrade panuje niespotykana, egzotyczna atmosfera, jest dużo przestrzeni, dubów i wysmakowanych akcentów. Posłuchajcie sami. Mam dla was tajemniczy utwór "Kabuki" Asema Shamy, w remiksie Pan-Pot, kraut-rockowy pociąg "Baccara" Schneidera i Galluzziego, deep-housowy, bujający "Anic" Svena Brede, oraz kosmiczny "7 eleven" duetu Todd Bodine & Daniel.fx.

Great Stuff, dla równowagi, opuszcza "wyżyny" elektroniki i schodzi na ziemię, serwując zdrowy, mięsisty, tech-house, okraszony często komercyjnymi akcentami, ale niezawodny parkietowo i zawsze mocno osadzony rytmicznie w koleinach techno. Zróżnicowanie gatunkowe jakie tu panuje to często przykrywka - w muzyce wydawanej przez Great Stuff panuje po prostu pazerny hedonizm, zacięcie do imprezowania do rana i klubowa blaza, choć wszystko jest tu wzięte w odpowiedni nawias. Dla przykładu, "Boogie Nights" Tomcrafta w remiksie Lutzenkirchen to pokiereszowane techno-disco, z tandetnymi syntezatorami, electro-housowymi przejściami i mocnym bitem, "Orbital Dance Machine" to kolejny parkietowy stwór z perfidnymi przejściami, o estetyce extasy, "You're Mine", oryginalnie Pressure Drop, tu w remiksie Kabale Und Liebe, spuszcza z tonu, pojawia się ładny (trochę nostalgiczny nawet) wokal i bas daje bardziej żyć, choć motoryka pozostaje podobna; zaś w "City of Gods" Namito gęsty od instrumentów perkusyjnych wstęp, który ciągnie się do czwartej minuty pęka, żeby wpuścić kręcący motyw, potem hi-haty, mały break i jedziemy dalej...

Cocoon prowadzi Sven Vath. Ta informacja powinna wystarczyć wielu osobom. Waga naturalnie więc jest superciężka, co dodatkowo jeszcze pogarsza zła sława okrywająca Svena jako dj-a... Słychać to z pewnością w przytłaczającym nieco "Freche Fruchte" Dominika Eulberga. Ale w katalogu Cocoon znajdziemy też lżejsze perełki, jak choćby orientalny, wijący się jak w tytułowym tańcu brzucha "Belly Dancing" Guya Gerbera. Cocoon wydaje, lub wydawało, mnóstwo gwiazd, więc nic dziwnego, że zaplątał się tu i Tiefschwarz, choćby w utworze "Liquid Cherries", który choć oszczędny, daje do pieca i ciekawie flirtuje zarówno z minimalem, jak i starszym electro. W Cocoon wydaje się też nasz rodzimy luksusowy towar eksportowy - Jacek Sienkiewicz - tutaj z bardziej stonowanym, rozmarzonym i melancholijnym "Good Night". I tym miłym rodzimym akcentem was pozdrawiam,

Broda

BONUS

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

18 września 2008

WINYLOWA KUCHNIA WUJKA BRODY - LABEL SHOWCASE II

W drugiej edycji przeglądu ciekawych i ważnych wytwórni na scenie porządnej technicznej muzyki przyjrzymy się kolejnym czterem gorącym stajniom, które osiągnęły już kultowy status.

Zaczynamy od szwajcarsko-berlińskiej Cadenza Records, której szefem jest Luciano (Mixmag obwołał go dj'em roku 2007). W katalogu ma takich tuzów jak Ricardo Villalobos, Loco Dice czy Rhadoo. Stylistycznie Cadenza wierna jest minimalnemu, rozedrganemu brzmieniu, które wypracowała sobie na samym starcie, choć konsekwentnie unika głebin i mroków, które pogrzebały już niejednego producenta. Zawdzięcza to pewnie latyno-amerykańskim inklinacjom swojego szefa, jak i konsekwentnemu doborowi artystów, którzy nie boją się kolorów w swojej muzyce. W ramach zapoznania proponuję konsumpcję "Floppy" Alexa Picone, prostego, ale skutecznego utworu o pogodnej melodyce, intrygującym rytmie i miłej motoryce, dalej "Honolulu" Digitaline, 17-minutowy epicki, ale zarazem plażowy utwór, ocierający się o glitch i micro-house; napięcie pozostałe po nim można rozładować "Albertino" autorstwa duetu Guido Schneider & Andre Galluzzi - możliwe, że to największy parkietowy hit w historii tej wytwórni, na koniec zaś przedstawiam wam próbkę tzw. "liquid techno" - "Letters" Reboot, kolejnego, tym razem 10-minutowego monstrum, gdzie jest wszystko co dobre w Cadenza - silna, przekonująca rytmika o bogatej fakturze, ciekawe rozwiązania melodyczne i intrygujące sample (zaśpiewy zza światów, heh).

Moon Harbour Matthiasa Tanzmanna, label z Leipzig, idzie o krok dalej niż Cadenza, proponując również ciekawy rytmicznie minimal, ale z bardziej deep-house'owym zacięciem i ze zdecydowanie mocniejszym, funkowym basem. Prezentację zacznę od "Break New Soil" Gregora Treshera, który eksploruje właśnie ten region gdzieś pomiędzy minimalnym techno, a deep-house'ową melodyką: w utworze tym wszystko pika i cyka prowadzone, jak za rękę, przez potężny, bujający bas; w "Suki Zuki" Luna City Express z kolei mamy zatrzęsienie sampli; gwar ludzi, flecik i saksofon (dialogi między nimi są świetne!) które sprawiają, że utwór wprowadza bardzo ciepłą atmosferę; "Crazy Circus" to kompozycja szefa - Matthiasa Tanzmanna - w remiksie Guido Schneidera (patrz Cadenza!), która pokazuje bardziej taneczną stronę wytwórni, choć zza ściany instrumentów perkusyjnych przezierają czasem intrygujące sample i fragmenty jakichś dziwnych pejzaży muzycznych; na deser zostawiam nowo-zelandzką produkcję Szymona Kwiata :) (Simon Flower) pt. "Send In The Clowns", która jest z kolei przykładem jakiegoś space-funku na sterydach po kwasie - dosyć surrealistyczny, acidowy utwór łączący bardzo różne stylistyki i trzymający je razem w ryzach silnego i gęsto nabudowanego bitu.

Poker Flat to jedna ze starszych (1998) i bardziej zasłużonych wytwórni na polu ciekawego tech-house'u i okolic. Label Steve'a Buga wydawał już takie gwiazdy jak Josh Wink, Trentemoller, Märtini Brös. czy Phonique. Co ciekawe, Bug dba o to, żeby poszerzać horyzonty i nie trzymać się uparcie tych samych formuł, co widać w dosyć dużej progresji jaka miała miejsce w ciągu ostatnich lat w szeregach Poker Flat. Wpływy sięgają od Jeffa Millsa i Axis, po Chicago house, acid i niemieckie dubowe techno. Ja skoncentruję się na bardziej przystępnych, tanecznych i bezpretensjonalnie kręcących numerach. Zaczynamy od "Organic" duetu Guido Schneider (trzeci raz dziś!) & Florian Schirmacher, którzy skutecznie bujają za sprawą chwytliwego wiodącego pasażu i świetnie rozmieszczonych przeszkadzajek, choć w stonowanym przejściu można skutecznie odlecieć w inny wymiar; dalej mamy zacnego Jeffa Samuela i "Relapse", który, na podobny do "Organic" sposób buja, ale operuje w zdecydowanie mniej radosnych rejestrach - bluesowych, rzekłbym nawet - to bardzo ładny, przestrzenny utwór pokazujący to, co najlepsze w tym co przyszło nam określać tech-house, zwróćcie uwagę na świetne organy w szóstej minucie!; "Let Me Dance" Martina Landsky, w remiksie Sebo K, to już klasyczny deep-house'owy parkietowy wymiatacz, o niezwykle zaraźliwym rytmie, oraz bardzo tanecznym pianinku i organkach; skończymy przy "Loverboy" samego Steve'a Buga, który oprócz świetnego pianina (znów!) i krągłego basu bryluje znamiennie kwaśnym motywem w stylu starego Detroit, tyle że okraszonego wokalem, który wprowadza lekko dekadencką atmosferę.

Oslo to najmłodszy label z dzisiejszej prezentacji: ma zaledwie roczek, ale już dorobił się wielkiego hitu, wylansował gwiazdę i nadaje ton scenie z pogranicza techno i house. Dla Oslo produkują, często pod innymi pseudonimami, takie tuzy jak Miss Fitz czy Guillaume & The Coutu Dumonts. Jak to określił Johnny D, numer jeden w Oslo, chodzi im o to, by muzyka dobrze bujała głową i ciałem, tak jak to robiła kiedyś na Woodstock... To jest z pewnością jedyna rzecz jakiej nie można odmówić Oslo - ich utwory często mimowolnie pobudzają czynności motoryczne, o jakich wcześniej mogliście nie zdawać sobie sprawy. Zazwyczaj długie, rozciągnięte kompozycje potrzebują czasu, ale jak się rozpędzą, przejeżdżają każdy parkiet, co dj'e na całym świecie szybko odkryli za sprawą "Orbitalife" Johnny'ego D, który był wielkim hitem wakacji. House podany w sosie techno, oszczędny, choć wyrazisty, z mruczącym gdzieś w tle wokalem i potężnym basem okazał się być wybuchową mieszanką i zawirował światkiem muzycznym. Ale na Johnny'm D, choć ma na koncie też taką perełkę jak "Manipulation", katalog Oslo się nie kończy. Znajdziemy tu jeszcze Christiana Burkhardta z "Kreiskollaps" (tu w remiksie szefa Oslo - Federico Molinariego) - kolejnym bezkompromisowym techno-bujaczu, oraz zjawiskowe The Per Eckbo Orchestra z "Beat Bravo", w którym bardziej stonowane, stłumione dźwięki wprowadzają leniwą, ciepłą i przyjemną atmosferę. W zimnym Oslo.

Broda