
Sobota zaczęła się od wódczanego blitzkriegu w Bistro - trzy wódki w trzy minuty niewiele po trzeciej po południu dla nieobytych z tutejszymi zwyczajami kulinarnymi niemieckich gości były kulturowym szokiem. Lekko pobudzeni ruszyliśmy na mały Tour de Varsovie. Creathief kocha Kopernika. Wszystko się podobało strasznie, ale najbardziej dziewczęta i Rasputin - ober brodaty z restauracji "U Kucharzy". W niej posilaliśmy się przed trudami nocy w prawdziwej didżejskiej śmietanie - obok nas i Discodustów przy jednym stole zasiedli jeszcze Mental Cut, Flułonkersi, Artur 8 i w ogóle joint venture ponad podziałami. Ober doradził mi, że "w takim stroju, to do cyrku, Sir".
Cyrk dział się istny, jak Rasputin to przewidział? Został tamtej nocy Obiekt Oswojony. Najpierw musieliśmy dać wywiad do telewizora. O 22:00 To Be Continued zaczęli tak ładnie (buziaki, chłopaki), że o 23 mieli już roztańczoną publiczność. My wystartowaliśmy ciuterson po północy. Nowy, jeszcze bardziej pianostabowy set zażarł, ze mnie zszarpano tiszert i rzucono nim w wygłodniałą publiczność (niechaj wam ciepło służy), densflor Obiektu, o który do tej pory baliśmy się najbardziej (bo lubimy, kiedy się wszystko w klubie przenika) falował jak grzywa łosia na snołbordzie. Krzyczeliście, wariaty, a to cisza nocna była!
O drugiej zagrały gwiazdy. J-Bounce (Paul - młodszy brat Justina Timberlake'a) podziela naszą fascynację oldskulowym hałsem i zagrał jego najprzedniejszą selekcję, pokazując przy tym, co można zrobić z gramofonami. Gdyby Harlem Globetrotters porzucili koszykarskie sztuczki na rzecz didżejingu, byliby J-Bouncem. Creathief (Hannibal) grał za to świeżyny, o których my, maluczcy, dowiemy się mniej więcej za rok.
Potem znów Bistro, jeszcze więcej wódki, kolejny odcinek Dynastii jako after, w którym Blejk Karington (Creathief/Hannibal) godził w drugim pokoju Kristal i Aleksis (których personalia muszą pozostać tajne), ale i inni się z sobą turlali, hahali, upijali, upadlali.
(Prawie) wszystko zostało udokumentowane na zdjęciach Szyma, Jagody Gawliczek i generationstrange.com :



























