29 października 2008

IN THE BEGINNING THERE WAS JACK, AND JACK HAD A GROOVE.



Mieliśmy niedawno okazję wymienić poglądy z kilkoma didżejami z Polski i Europy. Niemalże każdy z nich na pytanie: „co teraz grasz?” odpowiada „house!”. Niestety, przez ostatnią dekadę muzyka ta straciła na swojej ejtisowej szlachetności i obecnie kojarzy się nam jedynie z Klubokawiarnią i koszulkami polo. Lecz prawdziwy house to nie Bob Sinclair, Steve Angello i potworki w stylu „elektro-house”. Oryginalne chicagowskie brzmienia – protohouse i remiksy disco ścieżek z lat 70tych, Warehouse, geje i latynoamerykanie. Pierwotny house wyrósł z mieszanki disko, funk, synth popu, z pierwszej fascynacji nowymi Rolandami. Potem było już Detroit Techno, brytyjski Acid House i w końcu lata 90te. Od Happy Mondays do Prodigy. Wszystko to przechodzi swój pierwszy wielki renesans.
Nie ma sensu opowiadać całej historii gatunku, protoplaści, ojcowie chrzestni a nawet etymologia nazwy to temat na kilka oddzielnych postów. Pytanie brzmi: dlaczego didżeje w Europie i za oceanem tak ukochali sobie brzmienia sprzed dwudziestu lat? Dlaczego wyciągają sample gdzieś z połowy ubiegłej dekady? Bogowie fidgetów - Machines Don’t Care do upadłego samplują 2 Unlimited, Marshall Jefferson gości na wszystkich imprezach: od setów Steve’a Aoki po mixy rodzimego Sekty. J-Bounce z dumą opowiada o swojej fascynacji Ibizą lat 90tych a Tronik Youth już na początku roku zapowiadał dumny powrót house’u.

Trzy pierwsze to nieśmiertelne klasyki, trzy ostatnie - inspirujące się nimi nowości.

Kraze - The Party
Bizarre Inc. - Im Gonna Get You Original Flavour Mix
Baby D Let Me Be Your Fantasy (Dj Professor's X Club) (!!!)
Addictive Feat. T2 - Gonna Be Mine Simmons And Chistopher Club Mix
Paulo Colina - Le Voie Le Soleil (!!!)
Kings Of The Universe - Come Back Home

S.T.tees & Starfucker in da houSe

7 komentarzy:

  1. house to ogolnie strasznie puste pojecie dzisiaj, wiec ten revival bardzo cieszy!

    OdpowiedzUsuń
  2. ej, macie cos do polo?

    OdpowiedzUsuń
  3. jak to się dzieje, że "co tydzień" jest nowy revival?

    wasz schemat jest na tyle prosty i czytelny, że ja tego na pewno nie kupuje. Można go streścić w paru punktach:
    1.wygrzeb następną w kolejności padlinę
    2.powiedz, że TY JUŻ WIESZ, wszedłeś w posiadanie wiedzy tajemnej, że wybrana padlina zmartwychwstanie za jakieś pół roku
    3.aby zyskać wiarygodność powiedz, że podobną wiedzą dysponują wyżsi rangą wieszcze (tacy co nikt ich nie zna oprócz paru wtajemiczonych, nikt nie wie, ze to oni pociągają za sznurki, a ich istnienie jest wrecz mityczne)
    4.swoją wiedzą dziel się z hipsterową młodzieżą - oni rozpowszechnią twoje proroctwa w szerszych kręgach.
    5.graj to na imprezach i módl się, żeby prorocy ktorych posłuchałeś mieli akurat racje. jesli nie maja to nieszkodzi - jest wiele padliny do wygrzebania. wróć do pkt 1.

    pare lat temu byl byl wysyp gitarowych kapel inspirujacych sie wczesnym punkiem, później przyszedl czas na inspiracje new wavem, potem były te wasze disco ejtisy, nastpenie rejwowe 90tki... no to logiczne ze przyszedl czas na HOUSE. Tylko ze taka droga prowadzi do nikąd. za miesiac wymyslicie nowy revival i co wygrzebiecie? revival Nu Metalu? Czy revival idni, które przeciez tez było revivalem.

    Postmodernizm to SYF.

    OdpowiedzUsuń
  4. Owszem, pachnie to wszystko profetyzmem, ale do revivali, jak i do samych siebie, mamy niezmienny dystans. Czego i Tobie życzę :)

    Pozdrawiam,
    S.

    xx

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tam trochę wierzę w te revivale w tym sensie, że w sytuacji latwosci dostepu do dowolnej muzyki, tęsknota za czymś, co byłoby tak radykalnym odcięciem się jak np. detroit techno jest trochę nieuzasadniona.

    w tej notce pojawiło się tło socjologiczne oryginalnego chicagowskiego house'u - latynosi,czarni, geje. to jest fajny przykład, jak lokalny kontekst, sprzyjająca demografia, powoduje, że tymi samymi dźwiękami, w tym samym miejscu zaczynają się jarać bardzo podobni ludzie (albo przynajmniej jakoś tam podobnie naznaczeni - np. czarna lekko zesnobowana klasa średnia w Detroit, geje w Chicago i NY) i następuje mutacja w nowy styl. blog-house to natomiast muzyka totalnie zglobalizaowana nie oparta o żadną wyraźną "subkulturę" (jak np.UK rave i UK garage do pewnego momentu), tylko o medium i jego możliwości - i jest dzięki temu w niej fajny element barbarzyństwa: nie przejmujemy się czystością stylów i miksujemy wszystko w jednym kotle. bez obrazy, ale czasem działalność didżejów blog-house przypomina mi żołnierzy radzieckich robiących rave na ulicach Berlina.

    z tego co wiem terminu blog-house używa się raczej z przymrużeniem oka, ale moim zdaniem właśnie bardzo celnie opisuje cały fenomen ekip takich jak HHM czy FLWNKZ. revival jest wokół nas

    OdpowiedzUsuń
  6. FLWNKZ jako supra1 juz chyba zrobili swoje - maja 1wsze miejsce w TOP10 Drop The Lime na beatporcie

    OdpowiedzUsuń

Nim cokolwiek napiszesz, pomyśl o swojej matce. Czy byłaby dumna?